Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wampiryczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wampiryczna. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

„Wampir Vittorio” Anne Rice

 



Wydawca: Rebis
Rok wydania: 2008; wyd. II
Cykl: Nowe opowieści o wampirach
Liczba stron: 256
Tytuł oryginału: Vittorio, The Vampire
Rok wyd. oryginału: 1999
Ocena: 4+/6






Swoją „przygodę” z Kronikami Wampirów rozpoczęłam trzy lata temu i teraz muszę ją definitywnie zakończyć. Choć właściwie koniec nastąpił wraz z dziesiątym tomem, „Krwawym kantykiem”, gdyż niniejsza książka nie ma już żadnego związku ze znanymi mi postaciami. Mimo to, dla mnie jest to ważna chwila.

Vittorio, szlachetnie urodzony młodzieniec, żyje w Italii w piętnastym wieku. Oddaje się nauce, podziwia dzieła sztuki, które powstają we Florencji na zamówienie Medyceuszy - kiedyś ma być panem równie wielkim jak jego ojciec, właściciel warownego zamku poważanego w całej okolicy. Nie wie jednak, że dni jego rodu są policzone, że horda demonów ukrywająca się w opuszczonym zamczysku już wkrótce zażąda krwawej ofiary.

„Wampir Vittorio” to zmysłowa, pełna pasji opowieść o kolejnej fascynującej wampirzej społeczności, która czci diabła, odprawia czarne msze i składa krwawe ofiary w owianym tajemnicą starym zamczysku.  Czytelnik poznaje ją dzięki tytułowemu bohaterowi snującemu opowieść o swoim ludzkim życiu i przemianie w wampira. Anne Rice czaruje słowami, wszelkie opisy zadziwiają plastycznością. Książka jest jednak zbyt krótka, żałuję że nie przedstawia także losów Vittoria z późniejszych epok. Trudno poczuć atmosferę epoki, gdyż nacisk położony jest na akcję rozgrywającą się w kilku konkretnych miejscach, a wydarzenia z miast czy też życie codzienne ich mieszkańców zostały ujęte w zaledwie kilku zdaniach.

Polecam przede wszystkim miłośnikom prozy Anne Rice, ale też wszystkim czytelnikom, którzy jeszcze nie zapoznali się z jej twórczością. „Wampir Vittorio” nie wymaga bowiem znajomości poprzednich tomów, a jest całkiem niezłą próbką jej umiejętności pisarskich.

sobota, 4 czerwca 2011

„Dracula” Bram Stoker

Wydawca: Mystery
Rok wydania oryginału: 1897
Liczba stron: 438
Ocena: 3+/6


Wampir pojawia się w literaturze od ponad wieku, ale jego obecny wizerunek znacząco różni się od pierwowzoru. Żadnego z nich nie darzę szczególną sympatią, choć gdybym miała wybierać, byłaby to jego pierwsza postać. Dla wyjaśnienia - uwielbiam wampiry wymyślone przez Anne Rice w „Kronikach wampirów”.

Młody prawnik Jonathan Harker wyrusza w podróż do Transylwanii by sfinalizować zakup posiadłości w Londynie przez hrabiego Draculę. Choć na początku swojego pobytu jest pod wrażeniem uprzejmości Draculi, wkrótce odkrywa jego dziwne właściwości i zdaje sobie sprawę z tego, że został uwięziony w jego zamku. Spotyka trzy upiorne kobiety - również wampiry - i dowiaduje się, że po wyjeździe Draculi do Anglii zostanie im przeznaczony jako ofiara.

Pierwsze kilkadziesiąt stron sugeruje, że będzie to całkiem dobry horror. Mroczny klimat Transylwanii, dzikie i budzące strach góry robią na czytelniku niesamowite wrażenie. W tych fragmentach najlepiej widoczna jest typowa dla powieści gotyckiej atmosfera grozy i tajemniczości. Dalszy ciąg niestety rozczarowuje swoją przeciętnością. Poszczególne wydarzenia są nadmiernie rozciągnięte w czasie, ponadto Stoker przedstawia je z punktu widzenia kilku osób. Fabuła była mi mniej więcej znana z filmu, dlatego też akcja książki mnie nie porwała. Czasem wręcz nudziła. Najbardziej zawiodło mnie jednak zakończenie: mało spektakularne,  sprawiające wrażenia niedopracowanego, jakby autorowi zależało na jak najszybszym skończeniu książki. Generalnie mówiąc, spodziewałam się czegoś znacznie lepszego. Nic dobrego nie mogę także powiedzieć o bohaterach. Bez charakteru, niczym się nie wyróżniający, po prostu nudni.

„Dracula” to klasyk literatury wampirycznej, każdy czytelnik lubiący wampiry powinien go znać. Ciekawym doświadczeniem jest bliższe poznanie jego wizerunku powstałego za sprawą ludowych wierzeń, przesądów i porównanie go z obecnym. Mam nadzieję, że wkrótce skończy się moda na puste, świecące się wampiry z dylematem: pić krew czy nie, co być może spowoduje powrót do jego korzeni. „Draculę” mimo nie jednego rozczarowania czytało mi się bardzo dobrze, dlatego ocena nie jest tak niska, jak mogłoby to wynikać z recenzji.

czwartek, 26 sierpnia 2010

„Posiadłość Blackwood” Anne Rice

 
Wydawca: Rebis
Seria: Kroniki wampirów
Liczba stron: 641
Ocena: 4+/6


Dobrze pamiętam chwilę, gdy po raz pierwszy wzięłam w ręce „Wywiad z wampirem”. Pomyślałam sobie, że wreszcie będę miała okazję zapoznać się z prawdziwą powieścią o wampirach, bo do tej pory nic naprawdę wartego uwagi nie chciało wpaść mi w ręce. Nie myliłam się, a wspomniana książką stała się jedną z moich ulubionych. Teraz, po prawie dwóch latach sięgnęłam po dziewiąty już tom „Kronik wampirów” Anne Rice. Nie dorównuje on co prawda części pierwszej, ale i tak jest całkiem przyjemną lekturą na długie, wakacyjne wieczory.

Quinn - główny bohater niniejszej powieści, dziedzic starego, zamożnego rodu żyje w pięknym dworze Blackwood otoczonym przez głębokie, skrywające wiele tajemnic mokradła. Przemieniony pewnej nocy w wampira, uświadamia sobie, że jego dotychczasowy najlepszy przyjaciel stał się niebezpiecznym wrogiem - tak dla niego, jak i innych ludzi. W poszukiwaniu ratunku udaje się do Nowego Orleanu, by poradzić się jednego z najpotężniejszych wampirów - Lestata. Podczas długich nocnych godzin zwierza się z całego swojego śmiertelnego życia i odsłania rodzinne sekrety.

Należę do niekwestionowanych miłośniczek wampirycznej prozy Rice, ale nie byłabym szczera, gdybym nie przyznała, że powieść ta nie jest pozbawiona wad. Zaliczyć mogę do nich odrobinę wydumane i czasem nierealistycznie brzmiące dialogi, przeciąganie aż do granic możliwości niektórych wątków, a także stosunkowo niewielką ilość ciekawych wydarzeń jak na te ponad sześćset stron. Jestem całkowicie świadoma tych niedoskonałości, ale gdy już całkowicie zagłębiłam się w tą wizję, przestały one mieć jakiekolwiek znaczenie. Ta powieść jest po prostu... magiczna. Nie wiem, jak inaczej słowami mogę wyrazić, to co czułam, czytając ją. Oczarowała mnie. Sprawiła, że ciężko było mi się od niej oderwać. Polubiłam jej bohaterów, mimo iż czasami denerwowały mnie ich zachowania, a także wpadłam w zachwyt nad atmosferą dworu Blackwood - oszałamiającego swym pięknem dzięki urządzonym w bogatym stylu wnętrzom i klasycystycznej oprawie z zewnątrz. Bagna otaczające posiadłość nadały jej ponadto nutkę tajemniczości towarzyszącą zwykle starym rezydencjom. Lubię zastanawiać się nad ich przeszłością i wyobrażać sobie mieszkających w nich niegdyś ludzi.

Nigdy nie byłam przeciwniczką toczącej się wolnym, jednostajnym tempem akcji pełnej barwnych opisów i przemyśleń bohaterów, toteż bardzo przypadł mi do gustu klimat „Posiadłości Blackwood”. Nie jest to niestety mistrzostwo w budowaniu odpowiedniej dla postaci wampira atmosferze, które Rice osiągnęła w pierwszym tomie serii, ale nie znaczy to też, że styl tej amerykańskiej pisarki w recenzowanej powieści budził we mnie jakiekolwiek zastrzeżenia. Nie byłabym w stanie czytać po niemal dwieście stron dziennie, gdyby tak było. Język ma dla zbyt duże znaczenie.

Ilu ludzi, tyle opinii - tak wynika z przeczytanych przeze mnie niezliczonych recenzji i innych wypowiedzi dotyczących pisarstwa Rice. Ja należę do jej fanów i mam nadzieję, że tak wynika z powyższej recenzji. Mam jednak wątpliwości, czy powinnam polecić Wam tą powieść. Moim zdaniem najlepiej jest zacząć od części pierwszej, czyli znakomitego „Wywiadu z wampirem”.